o przeczytanych książkach fantastycznych, historycznych i innych, czasami krótko o filmach
Blog > Komentarze do wpisu
Ta historia nie kończy się nigdy

Wiedźmin Geralt powrócił. Nie w trzeciej odsłonie popularnej gry komputerowej, a w wydanej w tym miesiącu powieści Sezon burz. Dla rzeszy starszych i młodszych amatorów fantastyki w Polsce to z pewnością najważniejsze wydarzenie literackie roku. Wobec nimbu otaczającego cykl wiedźmiński, taki come back po latach budzi nie tylko duże emocje, ale i ogromne oczekiwania – czy świeżutki prequel ma szanse im sprostać?

W otwarciu Sapkowski nie pokusił się o oryginalność. Geralt sprawnie ubija szare, płaskie i wielonożne monstrum, a za wykonaną robotę odbiera nagrodę od lokalnego urzędnika o silnych skłonnościach do mataczenia i bogacenia się kosztem państwowej kasy. Później, skutkiem intrygi rudowłosej czarodziejki zwanej Koral i fałszywego oskarżenia, trafia do więzienia i traci swoje miecze – poszukiwania skradzionej broni są jednym z trzech głównych wątków książki. Dwa pozostałe dotyczą eksperymentów w dziedzinie modyfikacji genetycznych (sic!) prowadzonych przez czarodziejów oraz wydarzeń w państewku o nazwie Kerack. W tym miejscu trzeba nadmienić, że sama fabuła, oględnie mówiąc, do skomplikowanych i wielowarstwowych zdecydowanie nie należy. Czy to duża wada? Niekoniecznie, bo Sapkowski w dużej mierze zrekompensował czytelnikom ten niedostatek.

Stopniowo rozkręca się akcja, rozkręca się też Pan autor. Generalnie, im dalej w tekst, tym lepiej i tym więcej znajdziemy w nim rzeczy, za które tak bardzo ceni się prozę AS-a. Mamy więc zabawę słowem, mruganie do popkulturowego odbiorcy, błyskotliwe wypowiedzi i dialogi z ciętymi ripostami, spontaniczny humor (także w bezpardonowym wydaniu krasnoludzkim), pokaźną galerię barwnych postaci – w zdecydowanej większości nowych – oraz soczyste, efektowne opisy walk. Cieszą liczne odwołania do współczesności. Ot, chociażby rozmowa Koral z królem Kerack, Belohunem na temat aborcji i miejsca kobiety w społeczeństwie – po przeniesieniu dyskusji w nasze realia wystarczyłoby opatrzyć ją podpisem "feminizm versus patriarchat". W Sezonie burz znajdziemy też zauważalnie więcej słów pochodzenia współczesnego, niż w książkach poprzednich (transhumanizm, specjacja radiacyjna, introgresja); aż strach pomyśleć jak lata temu na coś takiego zareagowaliby przeciwnicy słynnych "batystowych majtek"...

Sam Geralt jest w znakomitej formie – skutecznie walczy przy użyciu pięści, miecza, a nawet drewnianej klepki, spotyka najlepszego druha, Jaskra i chędoży piękne kobiety, w tym wspominaną wyżej rudą koleżankę Yennefer (Yen pojawia się dwukrotnie, ale w obu przypadkach na krótko). Znowu przychodzi mu odgrywać rolę niegodzącego się na wszelkie zło "ostatniego sprawiedliwego" – widocznie ktoś musi to robić, bo w świecie ścierających się wpływów mniejszych lub większych władców czy partykularnych interesów czarodziejów, najbardziej po rzyciach obrywają prości ludzie. Co zaś tyczy się magów: ich długowieczność i związane z tym doświadczenie życiowe wcale nie muszą oznaczać mądrości – w tym środowisku pogoń za sukcesem, żądza mocy i władzy nie są czymś odosobnionym, a szczytne idee szybko zaczynają się rozmywać i nie poprawiają losu zwykłych zjadaczy chleba (otoczony pozornym szacunkiem mistrz Ortolan). Wspomnę jedynie, że głównym przeciwnikiem wiedźmina jest tym razem młody czarodziej o osobowości psychopatycznej, jakiej nie powstydziliby się antybohaterowie z poczytnych thrillerów. Nie po raz pierwszy u Sapkowskiego to człowiek okazuje się największym i najgroźniejszym potworem.

Za sprawą Sezonu Burz geograficznie nieco poszerza się wiedźmińskie uniwersum, a i do tutejszego bestiariusza można dopisać kilka interesujących pozycji (w tym aguarę porywającą elfie dzieci). To nadal rzeczywistość z wielką paletą odcieni szarości, ale też wyczuwalnym mrokiem, widocznymi plamami czerni. Tam gdzie trzeba autor nie szczędzi realistycznych, ociekających krwią i flakami opisów. Prostym, acz urozmaicającym akcję zabiegiem jest zastosowanie interludiów – rodzaju wstawek (przerywników), w których wybiegamy w bliższą lub dalszą przyszłość lub też czytamy treść listów. W zakończeniu robi się sentymentalnie ("zagraj to jeszcze raz, Jaskier"), co akurat nie powinno specjalnie przeszkadzać, szczególnie nieco starszym fanom. Kto jak kto, ale AS ma akurat wszelkie podstawy do uderzania w takie właśnie tony. Pewien niedosyt książka jednak pozostawia (głównie przez fabułę) – czy mile połechta on czytelnika i zaostrzy apetyt na przypomnienie sobie sporo starych opowiadań, czy też tylko go rozdrażni – cóż, kwestia indywidualna.

Lektura Sezonu burz jest jak spacer po znanym podwórku w towarzystwie kilku starych, dobrych znajomych. Powieść nie rzuca na kolana, to raczej niezgorsze uzupełnienie cyklu, którego status w naszym kraju wykracza daleko poza kanon fantasy. Ta historia nie kończy się nigdy.

___________________________________________

AUTOR: Andrzej Sapkowski

TYTUŁ: Sezon burz

WYDAWNICTWO: SuperNOWA

MOJA OCENA: 5/6 (w tym miejscu podziałał sentyment)

środa, 13 listopada 2013, jareckr
Tagi: sapkowski

Polecane wpisy




Spis moli