o przeczytanych książkach fantastycznych, historycznych i innych, czasami krótko o filmach
Blog > Komentarze do wpisu
Podsumowanie 2013

W mijającym roku na bloxie zamieściłem 25 recenzji książek (3 są do przeczytania na Poltergeiście), z czego 9 w formie skróconej, w ramach rzutu okiem. Myślę, że ta nowa kategoria stanowi dobre urozmaicenie standardowych wpisów i dlatego nadal będzie funkcjonować. Drugą nowością, moim zdaniem korzystną, było wprowadzenie leadów do pełnowymiarowych recek – teraz wyglądają one jakoś tak… zgrabniej. Wśród opisywanych pozycji jak zwykle dominowała fantastyka (14); na drugim miejscu znalazły się kryminały (6), a dalej powieści historyczne (3). Opisałem też jeden album historyczny (Rycerze. Historia i legenda PWN-u). Z zaszufladkowaniem antologii Księżyc na wodzie miałem problem, ostatecznie wrzuciłem ją do kategorii mainstream – to takie uproszczenie w ramach zachowania porządku.

Całkowicie zaniedbałem opisywanie filmów, co wcale nie oznacza, że nie oglądałem niczego godnego uwagi – 2013-ty upłynął u mnie głównie pod znakiem wciągających niczym wodny wir seriali: fantastycznych, obyczajowych, kryminalnych. No i znalazłem pośród nich prawdziwy diamencik, do którego doskonale pasuje określenie "problemowa science fiction". Nie, nie zrobiono go w USA! Mam nadzieję, że już w styczniu znajdę trochę czasu, aby coś o nim napisać, czego jeszcze nikt na znanych mi blogach nie zrobił. Filmów fantastycznych widziałem w tym roku sporo, ale nie zachwycił mnie ani Oblivion z wiecznie młodym Tomkiem (skopana, cukierkowa końcówka), ani Elizjum (sporo nielogiczności, dużo słabsze od Dystryktu 9), ani tym bardziej produkcje pokroju Pacific Rim (przyzwoita rozrywka z lekkim przymrużeniem oka, przedni reżyser) czy Riddick (powtórka z Pitch Black, tylko rozgrywająca się w innej scenerii). Nadal czekam na nowe, sensowne filmy oparte na twórczości Philipa K. Dicka, bo druga wersja Pamięci absolutnej była jedynie sensacyjką przyodzianą w kostiumik sf.

OK, wracam do literatury. Najlepsze knigi, jakie przeczytałem w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy to zdecydowanie Limes Inferior Zajdla i Lód Dukaja. Tej drugiej nie recenzowałem, gdyż… nie czułem się na siłach, by to zrobić. Tym bardziej nie uczynię tego teraz, jakieś 8-9 miesięcy po lekturze. Ograniczę się więc do krótkiego komentarza. Lód to najbardziej monumentalne dzieło w polskiej fantastyce – prawdziwy kolos, nie tylko pod względem gabarytów. Dodam od razu, iż kolos ten ma nogi niezwykle stabilne, a nie gliniane. Przy niespotykanym rozmachu i rozmiarach (ponad 1000 stron) autor ani na moment się nie pogubił; stworzył powieść jedyną w swoim rodzaju, przebogatą, pełną filozofii, polityki i historii. Rozsmakować można się w języku: stylizowanym na dwudziestolecie międzywojenne, wzbogaconym rusycyzmami, gdzieniegdzie poprzetykanym zdaniami w języku angielskim czy francuskim. A czytać trzeba, jak to zazwyczaj z utworami tego pana bywa, spokojnie i z uwagą. Jak napisał Parowski w ostatniej NF, przez wydanie Lodu Dukaj wszystkim pisarzom podwyższył poprzeczkę. I to nie tylko tym, którzy chcą płodzić rozbudowane historie alternatywne. Ten facet jest po prostu absolutnym Masterem, bo swoją wyobraźnią mógłby obdarzyć rzesze twórców. Muszę jednak zgrzeszyć: mimo wszystko uważam, że skrócenie powieści o jakieś dwieście stron wcale nie zrobiłoby jej krzywdy…

MOJA OCENA: 5,5/6

Jeśli nie dopadnie mnie tzw. leniwiec i zachowam motywację do dalszego tworzenia bloga, na pewno nie będę opisywać książek słabych (szkoda czasu, oczu i kasy), fantastyki skierowanej do dużo młodszych odbiorców (young adults), nie wspominając już o paranormal romansach i innych tego typu literackich dziwolągach.

Na zakończenie, osobom czytającym te słowa: wszystkiego najlepszego
w Nowym Roku!

wtorek, 31 grudnia 2013, jareckr
Tagi: podsumowania

Polecane wpisy




Spis moli