o przeczytanych książkach fantastycznych, historycznych i innych, czasami krótko o filmach
niedziela, 13 lipca 2014
Wystawa budowli z klocków LEGO - cz.2

Druga partia zdjęć z cudeńkami zbudowanymi z najbardziej znanych klocków na świecie:

Trochę klimatów średniowiecznych...

... i renesansowych.

Bardzo dziki zachód (z prawej do miasteczka wjeżdżają Indianie).

Zagadka: z jakiego filmu pochodzi ta scenka?

C.K. Dezerterzy.



Straż pożarna w akcji.



Polski wrzesień 1939.

Walki na Pacyfiku (w powietrzu Grumman F6F Hellcat).

Niemiecki sprzęt pancerny.

Messerschmitt Bf-109 TL.

środa, 09 lipca 2014
Wystawa budowli z klocków LEGO - cz.1

W muzeum "Kocham Bałtyk" w Swarzewie (koło Władysławowa) do końca wakacji zobaczyć można wystawę budowli z klocków LEGO zatytułowaną "Morze Klocków". Poniżej zamieszczam pierwszą partię zdjęć z tego muzeum. Enjoy!

Na pierwszym planie "strażnik" budynku - ten marynarz był w którejś serii minifigurek, tylko bez tych sarmackich wąsów. 

W związku z nazwą muzeum i tytułem wystawy zacznijmy od tego oto modelu.

Czyżby Ragnar Lothbrok na dziobie?

Windsurfing, leżing, plażing i smażing.

Stacja Klocki-Zdrój...

... i okolice.

Kupiłem żółty ciągnik...

Kto by takiego nie chciał przygarnąć? Gdyby jeszcze jeździł na zakupy, sprzątał, gotował i wynosił śmieci...

Teraz mała porcja science-fiction.


Gwiezdny niszczyciel "Chimera".


Plan z filmu "Avatar".

czwartek, 08 sierpnia 2013
Fantastyczne zabawki

Patrząc na niektóre zabawki czasami trudno orzec, czy bardziej spodobają się dzieciom czy też... nieco starszym chłopcom. Poniżej fotki wybranych zabawek i gadżetów z mojej (?) skromnej kolekcji. Powinny ucieszyć oko każdego fana fantastyki.

Kilka figurek Lego – są w sam raz, aby postawić je przy książkach. Od lewej: żona astronauty (zabójczy kolor wdzianka), astronauta we własnej osobie (taki krój skafandra zobaczycie w Prometeuszu 2), cyborg w hełmie a’la garnczkowy, wilkołak z resztkami posiłku, szalony naukowiec (archetypowy) oraz jedyny koleżka spoza kręgu fantastycznego (u mnie pilnuje powieści Péreza-Reverte).



Teraz roboty. Najpierw kosmiczny glina (ma nawet kajdanki)…

a tu jeden z wielu kosmicznych łobuziaków.

Green power?

Z trzech filmów, które widziałem o Latarni tylko ten oglądało mi się z jako taką przyjemnością.

Właściciel najszerszego (nie mylić z najszczerszym) uśmiechu w popkulturze.

Niby typowe pierdółki, ale jakie fajne.  

Wesoła kompania ze Star Wars, a w niej trzech mistrzów Jedi z Yodą na czele (ponoć kumple od wódki mówią mu Dioda). Sprzęt to myśliwiec Jedi, maszyna kroczącą AT-RT oraz ślizgacz Sithów.

Na koniec najlepsze – sam Lord Vader (w niektórych kręgach znany jako Wiader) w roli… lampki.

środa, 19 grudnia 2012
Muzyczne wspominki III

Dziś trzeci miniprzegląd muzyczny – porcja wybranych utworów, z których najstarsze sięgają pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Słuchem ich wiele razy i nigdy mi się nie znudziły. Wyrazista, mocna nuta. A nuż ktoś, kto taką lubi, nie zna poniższych kapel?

1. Moonspella pamiętam dzięki kasetom podrzucanym mi przez kolegów. „Diabelska” otoczka takich zespołów (w jakiejkolwiek postaci) nigdy mnie nie pociągała, ale sama muzyka – i owszem. Płyta „Sin Pecado” (1998) była mniej metalowa i bardziej melodyjna od poprzednich. Właśnie z niej pochodzi „Abysmo”.

2. Cokolwiek napisałoby się o dorobku Toola, i tak nie odda się natury muzyki. To samo dotyczy głosu wokalisty – Maynarda Jamesa Keenana. Tego po prostu trzeba posłuchać. Najlepiej wielokrotnie i na słuchawkach, bo dla zespołu charakterystyczne są złożone kompozycje.

3. A Perfect Circle to drugi projekt Maynarda. Debiutancka płyta ukazała się w roku 2000. Dwa spokojniejsze, klimatyczne utwory od lat nie dają mi spokoju. Jednym z nich jest „Orestes”. Kim był Orestes? Sprawdźcie, jeśli nie wiecie.

4. Nigdy nie byłem fanem Rage Against the Machine. „Killing In the Name” pamiętam jednak doskonale – ciekawe połączenie muzycznych gatunków.

5. Na zakończenie znowu punkowo. The Real McKenzies istnieją od 1992 i zawsze grali z pozytywnym kopem, z wykorzystaniem szkockich dud. Mają na koncie sporo energetycznych, krótkich kawałków. Takich jak ten:

sobota, 06 października 2012
Muzyczne wspominki II

…czyli muzycznej podróży sentymentalnej ciąg dalszy. Po raz drugi wrzucam kilka wybranych kawałków, których – pomimo upływu lat – słucham z wielką przyjemnością. Wśród nich prym wiedzie absolutna klasyka, w mniejszym lub większym stopniu związana z punkiem.

1. Na dzień dobry sięgnięcie do samych początków, czyli twórczości Iggy’ego Popa – prekursora i ojca chrzestnego (właściwie to dziadka) wyżej wymienionego gatunku muzycznego. „The Passenger” należy do utworów bardzo często „coverowanych”. W Polsce swoje wersje „Pasażera” grały takie zespoły jak Kult, Pidżama Porno czy Big Cyc. Wracając do dziadka Popa (i jednocześnie nawiązując do podstawowego tematu bloxa): tutaj znajdziecie informacje o jego biografii.

 

2. The Clash nagrali masę świetnych kawałków, więc ciężko wybrać jeden ulubiony. Po namyśle zdecydowałem się na „London Calling”. Muniek Staszczyk powiedział kiedyś o nich, że potrafili wyskoczyć z ciasnych gatek punk rocka. Dlaczego dziś nie ma już takich kapel?

 

3. Teraz rodzimy klasyk: „To co czujesz, to co wiesz” Brygady Kryzys. Czy mam coś jeszcze pisać? A, znowu zahaczę o książki: tutaj o autobiografii Roberta Brylewskiego (dla wielu człowiek-legenda polskiej sceny).

4. Niektóre teksty Dezertera wraz z upływem czasu nie przestały być aktualne. I to nie tylko te o władzy. Chociaż najlepiej wspominam płytę „Ile procent duszy?”, niniejszy utwór pochodzi z późniejszej. Również Dezerter doczekał się wydania książki o swojej historii.

5. Na koniec pilski Alians, liczący sobie już ponad dwadzieścia lat. „Godzilla” jest dużo świeższa:

sobota, 02 czerwca 2012
Muzyczne wspominki

Od czasu do czasu nachodzi mnie chęć przypomnienia sobie muzyki, na której się wychowałem. I choć dzisiaj wielu płyt nie byłbym w stanie przetrawić w całości, to do twórczości kilkunastu zespołów ciągle czuję niezwykły sentyment. Oto wybrane z ostatnio słuchanych rzeczy:

1. Ponad dwadzieścia lat temu poszedłem na pierwszy, undergroundowy koncert. Z trzech kapel grających w niedużej sali domu kultury jedna rozłożyła publikę na łopatki. Nigdy nie zapomnę tego zespołu. Ladies and gentelmen: przed Wami londyńscy folk-punkowcy z Under the gun w utworze „It's not a game” (demo'91). Jakież to inne od tego, co lansują wielkie wytwórnie fonograficzne...

2. Teraz nieco ciężej, ale nadal melodyjnie. W mojej edukacji muzycznej bardzo ważną rolę odegrała Armia, a konkretniej – płyta „Legenda”.

3. Zmiana klimatu. Z płyt Dead can dance najczęściej słuchałem „Within The Realm Of A Dying Sun”, która przypomina mi sesje RPG. A ten akurat utwór zawsze podobał mi się najbardziej.

4. Znowu powrót do punkowych (i nie tylko) korzeni. THCulture to niezłe teksty (m.in. o wojnie w Czeczenii) oraz oryginalna muzyka z wykorzystaniem didgeridoo.

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  



Spis moli