o przeczytanych książkach fantastycznych, historycznych i innych, czasami krótko o filmach
wtorek, 30 lipca 2013
Playing the game

Anders de la Motte ma na koncie dwie tradycyjne powieści detektywistyczne. Żadna z nich nie przyniosła mu sukcesu. Ba, obie nie zostały wydane, zapewne przez ową „tradycyjność” (w domyśle: szablonowość). Pisząc [geim], Szwed pozostał na obszarze bliskim kryminałowi, ale zrezygnował ze schematów, co na ciasnym rynku wydawniczym okazało się strzałem w dziesiątkę1. Ponieważ [geim] to obiecujące otwarcie trylogii, z ciekawością sięgnąłem po część drugą zatytułowaną [buzz]2.

Henrik Petterson (HP3) uciekł ze Szwecji i daleko poza jej granicami, dzięki ukradzionym pieniądzom, korzysta z życia na wszelkie możliwe sposoby. Zmienił wygląd, używa fałszywych tożsamości, a nawet przestał rozmawiać w ojczystym języku. Wszystko po to, aby na jego trop nie wpadli ludzie powiązani z Grą. Charakterystyczny telefon – źródło problemów, ale też adrenaliny, którą tak uwielbia HP – pozostaje wyłączony i dobrze ukryty (lecz nie zapomniany). Henrika rzadko opuszczają napięcie i bezsenność, do tego zaczyna mu doskwierać tęsknota za Sztokholmem, a słodki high life zaczyna być nudny. W hotelu w Dubaju bohater poznaje ponętną bizneswoman, której posrebrzana komórka wygląda znajomo i budzi bardzo niepokojące skojarzenia…

Tymczasem siostra HP, Rebecca Normén, zajmuje się ochroną szwedzkich VIP-ów w Sudanie. Podczas wykonywania obowiązków służbowych podejmuje szybką, acz kontrowersyjną decyzję, w wyniku której giną ludzie. Po przesłuchaniu przez komisję wewnętrzną Rebecca zostaje zawieszona z powodu podejrzenia o popełnienie poważnego błędu. Na domiar złego na nieoficjalnym internetowym forum dla policjantów pojawiają się wpisy atakujące ją personalnie. Ich autorem jest użytkownik o pseudonimie MayBey. O rosnącym zainteresowaniu MayBeyem i tym, co ma do powiedzenia, świadczą zamieszczane na forum, coraz liczniejsze komentarze ludzi z „branży”. Kto kryje się pod powyższym pseudonimem i dlaczego chce zaszkodzić Normén?

Podczas lektury w oczy rzuca się fakt wykreowania dwójki głównych bohaterów na zasadzie przeciwieństw. Rebecca, jako rozsądna i sumienna profesjonalistka, stanowi doskonałą przeciwwagę dla swojego młodszego brata – cwanego próżniaka z talentem do pakowania się w najgorsze kabały. Rodzeństwo różni także sposób wysławiania się. Henrik używa języka bardziej kolokwialnego lub slangowego (soczyście klnie najczęściej w myślach), natomiast Normén wypowiada się w sposób raczej stonowany. Zdaniem autora obserwowanie poczynań samego Pettersona na dłuższą metę byłoby dla czytelników męczące; trudno się nie zgodzić, chwilami bowiem zachowuje się on w sposób co najmniej irytujący. Takie jednak było zamierzenie pisarza – protagonista miał odstawać od archetypów znanych z kryminałów i powieści sensacyjnych. Wypada przy tym zaznaczyć, że w [buzz] w wielu sytuacjach HP błyszczy inteligencją i pomysłowością, więc ma szanse na odrobinę (a może więcej niż odrobinę) naszej sympatii. Z sytuacji podbramkowych wychodzi – jak przystało na postać z tego gatunku literackiego – mocno poobijany, lecz na szczęście cały i zdolny do dalszych działań, co czasem jest wynikiem szczęścia lub protekcji siostry, czasem zaś zasługą wrodzonego sprytu.

De la Motte ponownie zadbał o to, abyśmy nie narzekali na monotonię. Na przemian czytamy o losach Henrika i Rebecki, a sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. W celu podsycenia zaintrygowania odbiorcy Szwed wielokrotnie zawiesza akcję, by w ważnym momencie przejść do drugiego bohatera; ten niby prosty zabieg wykorzystany został po mistrzowsku. Ze względu na liczbę dobrze rozpisanych motywów typowo sensacyjnych [buzz], podobnie jak pierwsza powieść, stanowi niemal gotowy scenariusz dla filmowców (prace nad ekranizacją [geim] już trwają). Skoro jestem przy tematyce kinowej: nie da się przeoczyć, że książki de la Motte bezpośrednio nawiązują do Gry Davida Finchera oraz Matrixa (wybór pomiędzy dwiema tabletkami). W [buzz] znajdziemy również drobniejsze odniesienia do takich tytułów filmowych i książkowych jak Midnight Express, Lśnienie, Poza światem, Fight Club oraz… Alicja w krainie czarów.

Czy zatem [buzz] to tylko książkowy dostarczyciel rozrywki i zabawa popkulturą? Nie do końca. Pisarz poważnie potraktował rozmaite kwestie związane z funkcjonowaniem internetu – od niezdrowej chęci zaistnienia (bycia zauważonym), poprzez zwykłe hejterstwo i wykorzystanie sieci do gnębienia innych, aż po nieuczciwe praktyki korporacji mające na celu przejęcie kontroli nad cennymi informacjami lub ich zafałszowanie. Jak twierdzi oponent HP, wpływowy i bezwzględny Philip Argos, kluczem do władzy jest sterowanie strumieniem informacji w odpowiednim kierunku. Jego firma, ArgosEye, skoncentrowała się na „komunikacji ryzyka i zarządzaniu kryzysowym w obszarze Internetu” (buzz control). Zwykle oznacza to na przykład usuwanie niekorzystnych dla klienta (innej firmy czy osoby) internetowych komentarzy oraz opinii i wprowadzanie własnych, dużo bardziej przychylnych. Działalność i ambicje Philipa (zresztą ekspracownika wywiadu wojskowego) sięgają jednak znacznie dalej i dlatego ArgosEye uosabia większość zagrożeń dla wolności w ogólnoświatowej sieci. Chwileczkę, a co z Grą i Przywódcą? Czy [buzz] przybliża nas do prawdy? Tego akurat nie zdradzę, sprawdźcie sami.

Na koniec kilka słów o warstwie językowej. Wszystkie tytuły rozdziałów napisane są po angielsku. W tekście znajdziemy sporo wyrażeń w tym języku, wspominane kolokwializmy, zwroty slangowe, a także pochodzące z żargonu policyjnego (autor był oficerem policji). To ważne elementy, które powodują, że [buzz] może spodobać się i starszym nastolatkom, i osobom trzydziestoparoletnim, natomiast u starszych czytelników zapewne nie wzbudzi aprobaty.

Po [geim] i [buzz] widać dokładność, z jaką de la Motte rozplanowuje wszystko w swoich powieściach. Pytanie tylko, czy [bubble], trzecia część trylogii, będzie jej godnym zwieńczeniem? Cóż, poczekamy, przeczytamy, ocenimy.

 

1 Nagroda za debiut przyznana przez Szwedzką Akademię Autorów Kryminałów.

2 Słowo ma wiele znaczeń, podanych na początku książki. Buzz oznacza m.in. „nieustanny szum przypominający brzęk pszczół”, „sposób na natychmiastowe przyciągnięcie czyjejś uwagi” oraz „przypływ lub stan zapału, podekscytowania, pobudzenia albo delikatnego odurzenia”.

3 Podczas pisania [geim] początkowo autor nazywał protagonistę właśnie HP, co jest skrótem od słowa huvudpersonen – główny bohater. Dopiero później rozwinął skrót do imienia i nazwiska.

__________________________

AUTOR: Anders de la Motte

TYTUŁ: [buzz]

WYDAWNICTWO: Czarna Owca

MOJA OCENA: 5/6

wtorek, 23 lipca 2013
Cienie przeszłości

Bielszy odcień śmierci ze świetnie zaplanowaną fabułą, znakomicie stopniowanym napięciem oraz starannie budowanym klimatem zapewnił Bernardowi Minierowi sukces również w Polsce. Czy Krąg, czyli dalszy ciąg nieustającej walki komendanta Martina Servaza i jego ludzi ze zbrodnią, jest książką równie udaną? Przekonajmy się.

Niepokojący prolog ukazuje rozpacz kobiety porwanej i przetrzymywanej przez psychopatę. Wprawdzie tożsamość okrutnego kata nie zostaje ujawniona, ale każdemu, kto czytał Bielszy odcień śmierci od razu zaświta w głowie jedno nazwisko – Julian Hirtmann. Motyw uprowadzonej zostaje jednak zawieszony, a na kolejnych kilkudziesięciu stronach autor serwuje nam pierwsze morderstwo. Otóż w uniwersyteckim miasteczku Marsac policja znajduje związane i utopione w wannie ciało atrakcyjnej pani profesor. Ważnym elementem miejsca zbrodni są pływające w basenie lalki z kolekcji denatki. Od razu także mamy i podejrzanego. W momencie wkroczenia stróżów prawa na posesji przebywał bowiem Hugo Bokhanowsky – student będący pod silnym wpływem środków odurzających. Lokalny prokurator powierza sprawę Servazowi, a ten już na wstępie ma niełatwy orzech do zgryzienia, gdyż Hugo to syn jego dawnej kochanki. Czy w takiej sytuacji komendantowi uda się zachować obiektywizm osądów? Co przyniesie powrót do miasta znanego mu z czasów studenckich i ponowne spotkanie z kobietą, którą kiedyś bardzo kochał?

W jednym z wywiadów Minier podkreślił, że przez wykreowane postacie stara się ukazać zmiany jakie zaszły we francuskim społeczeństwie. I tak na przykład Martin (nota bene odstający od stereotypu twardego śledczego) reprezentuje starsze pokolenie; to człowiek ceniący gruntowne, wszechstronne wykształcenie akademickie, poezję oraz muzykę klasyczną, za to pozostający zupełnie na bakier z nowinkami technicznymi i technologicznymi. Można powiedzieć, że protagonista stoi niejako w opozycji do współczesnego, coraz szybciej „kręcącego się świata”, w którym najwyraźniej świetnie odnajdują się młodsi koledzy i koleżanki z „drużyny” – homoseksualny Espérandieu, bojowa policjantka Samira czy wreszcie znająca hakerski fach i kochająca adrenalinę (a także inne kobiety) funkcjonariuszka żandarmerii Ziegler. Właściwie nie dziwi już fakt, że obie panie nieporównywalnie lepiej radzą sobie z walką wręcz czy strzelaniem niż Servaz – taki, widać, znak czasów.

Warto zwrócić uwagę na muzykę słuchaną przez bohaterów. To właśnie upodobania muzyczne (konkretnie twórczość austriackiego kompozytora Mahlera) łączą komendanta z demonicznym Hirtmannem, co w powieści odgrywa rolę niebagatelną. Pewnie policjant i były genewski prokurator nieraz kulturalnie porozmawialiby sobie przy kieliszku koniaku bądź lampce wina… gdyby nie upodobanie tego drugiego do mordowania ludzi. No właśnie, tu dochodzimy do szwarccharakteru. Autor znowu do końca trzyma czytelnika w niepewności – nie wiemy bowiem, czy Julian jest zamieszany w dwa zabójstwa (poza piękną wykładowczynią ginie jeszcze pewien hodowca psów), czy też odgrywa pośrednią rolę strasząc z ukrycia. W każdym razie wszyscy ci, którzy po lekturze Bielszego odcienia z chęcią zakrzyknęliby „za mało Hirtmanna”, tym razem powinni poczuć się usatysfakcjonowani, gdyż w Kręgu poznajemy fakty z dzieciństwa Szwajcara, a nawet, przez moment, patrzymy na wydarzenia z jego perspektywy. W sumie słowa uznania dla Miniera ślę za staranne tworzenie wszystkich postaci (nikt nie został zaniedbany), ze szczególnym naciskiem na Servaza i Hirtmanna, powoli urastającego do rangi Hannibala Lectera.

Powieść ucieszy amatorów kryminałów/thrillerów ilością tropów, liczbą kolejno wyłaniających się podejrzanych oraz umiejętnym zasiewaniem ziaren wątpliwości. Pisarz nie poprzestał na prostej historyjce kryminalnej, lecz solidnie „obudował” ją licznymi wątkami pobocznymi, głębią psychologiczną postaci i faktami z przeszłości głównego bohatera. Nie zapomniał o tle narodowym, a akcję ulokował w konkretnym czasie, mianowicie podczas trwania mistrzostw świata w piłce nożnej w RPA (gdzie reprezentacja Francji zagrała bardzo kiepsko). Minier dobitnie zahaczył o politykę pokazując ją w świetle bardzo nieprzychylnym – demokracja zza kulisów to teatrzyk pozorów i gra dla cyników. Również światek uniwersytecki Marsac kryje nieco moralnego brudu, a przede wszystkim pewną tragedię sprzed lat.

Pora odpowiedzieć na pytanie zawarte w leadzie recenzji: czy nowa powieść dorównuje poprzedniczce? Obie pozycje mają zbliżoną objętość i podobny stopień skomplikowania intrygi. Niestety, Kręgowi brakuje misternie budowanego nastroju, który by mroził, przerażał i elektryzował jednocześnie. Akcja rozkręca się wolniej, przyspiesza zauważalnie natomiast gdzieś w połowie książki, co niektórzy uznają za większą lub mniejszą wadę. I ostatnia rzecz, taki malutki minus: zbyt często Minier napomyka o tym, co działo się w Bielszym odcieniu – niepotrzebnie, bo po Krąg w większości sięgną osoby znające debiut (znajomość ta nie jest absolutnie konieczna, raczej mocno wskazana) i, jak mniemam, bez poważnych problemów z pamięcią.

Należy stwierdzić, że francuski autor zapracował na miano twórcy kryminału erudycyjnego. Dlatego też, mimo, iż Krąg pod kilkoma względami ustępuje Bielszemu odcieniowi śmierci to nadal jest całkiem dobrą powieścią.

_______________________

AUTOR: Bernard Minier

TYTUŁ: Krąg

WYDAWNICTWO: Rebis

MOJA OCENA: 4,5/6

poniedziałek, 07 stycznia 2013
Czy istnieje jedyna prawda?

Kolejny, szwedzki kryminał.

Recenzja ukazała się na Poltergeiście. Do przeczytania tutaj.

___________________

AUTOR: Olle Lönnaeus

TYTUŁ: Jedyna prawda

WYDAWNICTWO: Rea

MOJA OCENA: 4/6

czwartek, 13 grudnia 2012
Wanna play a game?

Recenzja ukazała się na portalu Poltergeist.

Zapraszam tutaj.

__________________________

AUTOR: Anders de la Motte

TYTUŁ: [geim]

WYDAWNICTWO: Czarna Owca

MOJA OCENA: 4,5/6

 

poniedziałek, 16 lipca 2012
Popielski i Mock – wyjątkowo skuteczny, polsko-niemiecki tandem

Recenzja opublikowana w dziale książkowym portalu Poltergeist.

________________________

AUTOR: Marek Krajewski

TYTUŁ: Rzeki Hadesu

WYDAWNICTWO: Znak

MOJA OCENA: 4,5/6



sobota, 12 maja 2012
Król w świetnej formie

Jedna z nowszych książek Stephena Kinga – „Czarna bezgwiezdna noc” kryje w sobie silny ładunek w postaci czterech elektryzujących historii. Trzy z nich to zasadniczo kryminalno-psychologiczne minipowieści, w których ilość pierwiastków fantastycznych jest znikoma lub wręcz równa zeru (duch nawiedzający narratora „1922” równie dobrze może być jedynie majakiem spowodowanym zakażeniem i wysoką gorączką). Jedynie przedostatni tekst, wyraźnie krótszy od pozostałych, to fantastyka w czystej postaci, ale nawet tu mistrz grozy nie straszy potworami mieszkającymi w ciemności. I bardzo dobrze, bo kierunek jaki obrał – zarówno pod względem stylu, jak i doboru tematów – okazał się jak najbardziej słuszny. Król jest w świetnej formie i długo jeszcze pozostanie na tronie.

W „Ciemnej bezgwiezdnej nocy” zaglądamy głęboko w psychikę bohaterów, gdyż autora najbardziej interesuje drugie, mroczniejsze „ja” ukryte w każdym z nich. W niektórych przypadkach ujawnia się ono w sytuacjach ekstremalnych, pod wpływem wstrząsu lub najgorszej traumy. Nadzwyczaj silne, negatywne emocje odgrywają więc w książce rolę kluczową. King potrafi z pieczołowitością ukazać motywy zbrodni, ale też jej wszelkie konsekwencje, które dotyczą zarówno ofiar, jak i samych sprawców. Większość poruszanych kwestii niewątpliwie należy do wagi ciężkiej – szaleństwo psychopatów, gwałty, związany z tym wstyd i milczenie, wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę, budowanie szczęścia kosztem krzywdy i cierpienia innych. Jest też miejsce na refleksje o tym, jak słabo można znać drugiego człowieka, nawet jeśli spędziło się u jego boku większą część życia. Nigdy nie da się go poznać do końca, nigdy całkowicie. Wszyscy mają jakieś tajemnice, gorszą stronę osobowości, każdy człowiek – przynajmniej teoretycznie – zdolny jest do popełniania morderstwa. Osąd takiego czynu w wybranych sytuacjach wcale nie musi być jednoznaczny. Czasami jedyna, sensowna droga ukarania złoczyńcy wiedzie poza granicami prawa.

Uczynków farmera Wilfreda Jamesa – narratora „1922” nie usprawiedliwia ani umiłowanie ziemi ani chęć uratowania jej przed zagarnięciem przez wielką firmę. James (jego alter ego nazywa się Przechera) dopuszcza się zabójstwa, na domiar złego manipuluje synem i czyni go wspólnikiem krwawego mordu. Olbrzymie znaczenie ma również to, kto zostaje przez nich uśmiercony. Morderstwo to dopiero punkt wyjścia do dalszych wydarzeń. Dla młodego chłopaka oznacza ono początek staczania się po równi pochyłej, a i głównego oprawcę, czyli Wilfreda czeka niewesoła przyszłość. King rozciągnął tekst (co nie wszystkim czytelnikom się spodoba), dzięki czemu mógł uczynić go bogatszym – pisarz naszkicował amerykańską prowincję i realia lat dwudziestych, gdzieś napomknął o korzeniach Wielkiego Kryzysu.

Zupełnie inaczej oceniać można pisarkę poczytnych kryminałów – Tessę Jean z noweli „Wielki kierowca”. Tess zostaje zgwałcona i cudem unika śmierci. Skrajnie doświadczenia wywołują reakcję zmaltretowanego zwierzątka, jednak po otrząśnięciu się z szoku kobieta zaczyna myśleć bardzo klarownie. „Nowa” Tess (znowu drugie „ja”, tym razem zrodzone przez makabryczne wydarzenie) nie zgłasza się na policję, gdyż nie chce rozgłosu i oglądania swojej twarzy obok krzyczących nagłówków w tabloidach. Panna Jean postanawia się zemścić. Dodatkowym bodźcem do działania jest pewność, że jej kat gwałcił i zabijał już wcześniej i że nadal będzie to robił, dopóki ktoś go nie powstrzyma.

W „Dobrym interesie” chory na raka Dave Streeter spotyka osobliwego handlarza, kogoś pokroju pana Gaunta. Ów sprzedawca oferuje usługę, którą nazywa przedłużaniem… Łatwo się domyśleć, co przedłużają niektórzy mężczyźni, ale Dave’a interesuje tylko życie. Ponieważ nic na tym świecie nie jest za darmo, za jego zdrowie i pomyślność ktoś będzie musiał zapłacić bardzo wysoką cenę. Przecież los nigdy nie jest fair! Skopiowanie motywu ze „Sklepiku z marzeniami” nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z lektury – rozwinięcie, a już szczególnie zakończenie znacząco różnią „Dobry interes” od znanej powieści.

Tyleż przypadkowe, co wstrząsające znalezisko odmienia życie Darcy Anderson. Świadczy ono o tym, że Darcy od lat mieszka i dzieli łóżko z psychopatą. Wszystko staje na głowie, gdy bliska osoba okazuje się niebezpiecznym zwyrodnialcem. Jak to możliwe, że nigdy nie domyślała się prawdy o mężu? Jakie konsekwencje dla niej i dla dorosłych dzieci będzie miało ujawnienie obłędu Roberta? Co jeśli obraz dobrego ojca i małżonka był jedynie złożonym kłamstwem, idealną maską?

Autor raczy czytelnika kilkoma brutalnymi, aczkolwiek zasadnymi opisami. W ich ilości i dosadności nie ma więc przesady – w końcu King to nie Ketchum. Wyczuwa się nacisk na opowiedzenie historii bez ekspresowego tempa, z wyraźnym zagłębieniem się w psyche postaci. Niewiele tu pozytywów, choć pewnym pocieszeniem jest występowanie takich ludzi, jak stary, nieustępliwy detektyw, który cholernie poważnie traktuje swoją pracę. Smutny wniosek jest taki, że właściwie nic nie oświetla mroku. Żadna gwiazda.

PS. Posłowie King kończy słowami: „[…] uważam, że ludzie w większości są dobrzy. Wiem, że ja jestem. To  c i e b i e  nie jestem do końca pewny.”

_______________________________

AUTOR: Stephen King

TYTUŁ: Czarna bezgwiezdna noc

WYDAWNICTWO: Albatros

MOJA OCENA: 5/6

niedziela, 06 maja 2012
Biel – barwa o wielu znaczeniach

Pierwsza powieść Francuza to klimatyczny kryminał/ thriller. Recenzja na 

portalu Poltergeist. Do przeczytania tutaj.

_____________________________

AUTOR: Bernard Minier

TYTUŁ: Bielszy odcień śmierci

WYDAWNICTWO: Rebis

MOJA OCENA: 5,5/6



piątek, 30 marca 2012
Żmudne śledztwo

Henniga Mankella, szwedzkiego pisarza, dziennikarza i reżysera teatralnego, najbardziej kojarzy się z serią o Kurcie Wallanderze, gliniarzu z Ystad. Cykl otwiera opublikowany w 1991 roku „Morderca bez twarzy”. Lejtmotywem powieści jest problem imigrantów, głównie z Afryki i Europy Środkowowschodniej – do kraju trzech koron masowo napływają uchodźcy, niewykwalifikowani robotnicy, a także osobnicy o szemranej przyszłości, na przykład byli pracownicy rumuńskich służb bezpieczeństwa. Przez ostatnie dziesięciolecia negatywne zjawiska, takie jak  handel narkotykami czy akty brutalnej przemocy, z dużych miast dotarły na prowincję, co obserwuje się również w regionie Skania.

W małej wsi Lenarp sąsiedzi odnajdują ciało zmaltretowanego, starego rolnika – Johannesa Lövgrena oraz jego na wpół żywą żonę. Kobieta w stanie krytycznym trafia do szpitala, gdzie wkrótce umiera. Jedyne wypowiedziane przez nią słowo – „zagraniczny” kieruje uwagę policji właśnie w stronę imigrantów, ale czy to aby na pewno właściwy trop? Jaki charakter miało morderstwo, dlaczego dwójkę emerytów poddano torturom – czy w grę wchodzi napad rabunkowy, czy zemsta? Grupę funkcjonariuszy z Ystad, z Wallanderem na przedzie, czeka długie i mozolne dochodzenie, które wielokrotnie ugrzęźnie w martwym punkcie.

Pracę kryminalnych komplikują efekty przecieku cennych informacji do opinii publicznej. Ktoś dzwoni do Wallandera, żąda szybkiego odnalezienia mordercy Lövgrenów i grozi akcjami wymierzonymi w cudzoziemców. I rzeczywiście, najpierw dochodzi do podpalenia w ośrodku dla uchodźców, zaś następny atak jest już dużo bardziej radykalny – ginie przypadkowy Somalijczyk, ojciec wielodzietnej rodziny. Policję za opieszałość krytykuje dyrektorka Urzędu Imigracyjnego. Jednocześnie pojawia się szwagier zamordowanego rolnika i przedstawia go w zupełnie nowym, niekorzystnym świetle…

Wallander to bohater znany, który doczekał się kilku serialowych wcieleń. W książce przekroczył czterdziestkę, ma za sobą odejście żony i rozwód. Kurt pragnie jej powrotu, przynajmniej do czasu poznania pięknej, zamężnej pani prokurator. Żaden z niego twardziel – podczas obserwacji podejrzanego spada z rusztowania, płacze podczas rozmowy z żoną, stale próbuje zmienić dietę, by zgubić zbędne kilogramy. Ciężko mu rozmawiać z wiekowym ojcem, u którego dostrzega symptomy starczej demencji, a fakt, że nastoletnia córka spotyka się z czarnoskórym studentem odkrywa zupełnie przypadkowo. Wallander nie rozumie zmian dokonujących się w rzeczywistości i choć nie podoba mu się liberalna polityka rządu wobec cudzoziemców (i związany z tym bałagan w urzędniczej dokumentacji), to za bulwersujące uważa zabójstwo na tle rasowym.

Autora pochwalić należy za ukazanie relacji bohatera z najbliższymi osobami i dobre osadzenie fabuły w konkretnych, szwedzkich realiach. O ile jeden ze współpracowników Kurta, doświadczony, skrupulatny Rydberg jest wystarczająco charakterystyczny, o tyle pozostałym policjantom brakuje już wyrazu (wiemy jedynie, że jeden namiętnie oddaje się hazardowi), a przecież tak naprawdę niewiele trzeba, by „ożywić” postacie.

„Morderca bez twarzy” pozbawiony jest językowego wyrafinowania. Czasami pisarz, szczególnie w dialogach, niepotrzebne powtarza niektóre zdania. Za to widać nacisk na realizm – zbieranie, analiza i łączenie informacji, grzebanie w przeszłości ludzi, przesłuchania oraz fałszywe ścieżki dają śledztwo, które rozwija się kroczek po kroczku. Nie ma tutaj jednej, błyskotliwej myśli, przynoszącej upragniony przełom. Ktoś, kto pasuje znakomicie do roli zabójcy małżeństwa z Lenarp podczas konfrontacji przedstawia żelazne dowody na swą niewinność. Tak to właśnie jest u Mankella – zapomnijmy o Deus ex machina! Żadnych cudów, tylko mielizny i zmęczony, mocno poobijany gliniarz.
____________________________

AUTOR: Hennig Mankell

TYTUŁ: Morderca bez twarzy

WYDAWNICTWO: W.A.B.

MOJA OCENA: 4,5/6

niedziela, 12 lutego 2012
Wojenne upiory w norweskim kryminale

W pierwszych dniach listopada 1999 roku Bill Clinton odwiedza Oslo, by wziąć udział w bliskowschodnich rozmowach pokojowych. Lokalną policję postawiono w stan najwyższej czujności, do ochrony ważnego gościa zaangażowano nawet funkcjonariuszy z Wydziału Zabójstw. Wśród obstawiających przejazd prezydenta znalazł się sierżant Harry Hole i jego partnerka Ellen. Niestety, na skutek niedoinformowania i błędnej oceny sytuacji Harry strzela do jednego z agentów Secret Service. Ku zdziwieniu gliniarza, incydent nie kończy się dla niego naganą, tylko szybkim „kopniakiem” w górę – awansem na stanowisko komisarza w POT (Policyjne Służby Bezpieczeństwa). Tu Hole trafia na trop sprowadzonego do Norwegii, unikalnego i przez to kosztownego karabinu Märklin. Świeżo upieczony komisarz zagłębia się w sprawę, a znalezione w lesie łuski i efekty użycia broni budzą najgorsze obawy. Kim jest człowiek posługujący się wielkokalibrowym karabinem, którego pociski przebijają drzewa na wylot? Czy w najbliższym czasie dojdzie do zamachu i kto będzie ofiarą? Oto zagadka dla bohatera „Czerwonego gardła” autorstwa Jo Nesbo.

Akcja toczy się dwutorowo. Aby poznać przyczyny współczesnych wydarzeń z Holem w roli głównej, kilkakrotnie cofamy się o blisko sześćdziesiąt lat i przyglądamy losom grupki norweskich żołnierzy SS na froncie wschodnim. Nietrudno zgadnąć, że im bliżej końca III Rzeszy, tym ich położenie staje się coraz gorsze. Na tych, którzy przeżyją czeka powojenny sąd oraz piętno zdrajców ojczyzny. A to, że słowa potępienia popłyną również ze strony ludzi wybielających przeszłość i oportunistów, którzy w dogodnej chwili zmienili strony, nie pozostaje bez znaczenia. Właśnie w wydarzeniach z czasów II wojny światowej oraz latach powojennych leżą klucze do rozwiązania kryminalnej układanki. W roku 2000 niestety nadal istnieją (tak jak w każdym kraju europejskim) młodzi zwolennicy nazizmu; w pobliżu miejsca ich spotkań ginie stary weteran. Trup byłego SS-mana z fachowo poderżniętym gardłem to dopiero początek problemów. Zanim dotrzemy do końca powieści, zginie jeszcze parę osób, zaś Harry na krótko odwiedzi Johannesburg i Wiedeń. Finał rozegra się w Oslo, podczas trwania narodowego święta.

Co można napisać o protagoniście? Komisarz, choć pewnymi cechami mocno wpisany w schemat bohatera kryminałów, daje się lubić. Czytelnik otrzymuje o nim garść informacji – wiemy, że ma starzejącego się ojca oraz upośledzoną siostrę, a fakt, iż nosi glany i niestrudzenie przemieszcza się rozklekotanym autem dodaje mu osobistego uroku. Smutki topi w napojach wysokoprocentowych i to jedna z tych oklepanych cech. Zważywszy na fakt, iż Hole występuje w rozbudowanym cyklu powieści, autor może spokojnie dokładać kolejne „cegiełki” do obrazu wykreowanego bohatera. Mam nadzieję, że tak właśnie jest. Przyznam, że wolę Mocka czy nawet prokuratora Szackiego, ale – jak już nadmieniłem – norweski policjant jest całkiem sympatyczny.

Podczas czytania „Czerwonego gardła” na szczęście nie grzęźniemy w przydługawych opisach. Nesbo serwuje dobre dialogi, dorzuca odrobinę psychologii (MPD – Multiple Personality Disorder) oraz ciekawostki ornitologiczne nawiązujące m.in. do tytułu powieści. Porusza też problem kolaboracji Norwegów z hitlerowcami (na czele z owianym złą sławą Vidkunem Quislingiem), rozliczeń i zaciemniania niewygodnej przeszłości. Po lekturze, zastanawiając się nad spójnością całości oraz sensownością intrygi, można poodnajdywać luki (zemsta po wielu, wielu latach), ale który kryminał jest ich całkowicie pozbawiony? Natomiast ważny motyw, dotyczący zabójstwa bliskiej Harry’emu osoby, pisarz pozostawia nierozstrzygnięty. I dobrze. Z mniej istotnych rzeczy: do gustu przypadła mi prosta, pasująca do treści okładka.

Czy książka uznana w 2004 za norweski kryminał wszech czasów powala genialnością? Na pewno nie, jednakże nie żałuję poświęconego jej czasu. Jeśli miałbym wybierać pomiędzy twórczością Nesbo a na przykład Becketta, z pewnością poszedłbym w prozę tego pierwszego. Na korzyść „Czerwonego gardła” przemawia coś, co blogerzy określają mianem „stopnia wciągnięcia” – w moim przypadku był on wysoki i dlatego oceną będzie piątka z minusem, przy udzieleniu pisarzowi pewnego „kredytu zaufania”.

______________________________

AUTOR: Jo Nesbo

TYTUŁ: Czerwone gardło

WYDAWNICTWO: Dolnośląskie

MOJA OCENA: 5/6

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Polak potrafi

Wygląda na to, że na polskim „rynku” kryminałów wyrósł bardzo solidny autor. Oby tak dalej! Recenzja tutaj.

____________________________

AUTOR: Zygmunt Miłoszewski

TYTUŁ: Ziarno prawdy

WYDAWNICTWO: W.A.B.

MOJA OCENA: 5,5/6



 
1 , 2
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      



Spis moli