o przeczytanych książkach fantastycznych, historycznych i innych, czasami krótko o filmach

Wpisy z tagiem: Zajdel

wtorek, 17 grudnia 2013
Prawda o pewnej planecie

Cała prawda o planecie Ksi to przedostatnia z wydanych dystopii Janusza Zajdla. Powieść ta, podobnie jak Limes interior naszpikowana aluzjami do systemu komunistycznego i szarej, absurdalnej rzeczywistości PRL-u, doskonale wpisuje się w nurt fantastyki socjologiczno- politycznej. Niestety, Drugiego spojrzenia na planetę Ksi pisarz już nie dokończył.

Na planecie Ksi, położonej w układzie słonecznym oddalonym od naszego o ponad dwadzieścia lat świetlnych, ludzie odkryli idealne warunki do zasiedlenia. Szybko wysłano tam ekspedycję z czterema tysiącami osadników oraz niezbędnym sprzętem. Z niewiadomych przyczyn łączność z Konwojem kolonistów została zerwana, a ostatnie dwie wiadomości, które dotarły na Ziemię były niepełne i sprzeczne ze sobą. Na Ksi wyrusza więc misja zwiadowczo-ratunkowa pod dowództwem komandora Slotha.

Blisko celu statek komandora napotyka Alfę – dryfujący w przestrzeni, flagowy prom ekspedycji osadniczej. Jedyną osobą na pokładzie promu jest wycieńczony staruszek, zdradzający objawy szaleństwa. Z jego dziennika wynika, że władzę nad wyprawą przejęła grupa terrorystów – fanatyków, którzy w osiedlu założonym na planecie wprowadzili nowy model społeczeństwa. W praktyce oznacza on dość pospolity rodzaj dyktatury. Większa część załogi Konwoju odmówiła współpracy z rebeliantami, inaczej postąpił zaś sam autor dziennika (pierwotnie drugi pilot Alfy). Jaki stan rzeczy zastanie ekipa Slotha kiedy doleci na miejsce?

Odniesienia do sytuacji panującej w Polsce Ludowej są w książce niezwykle czytelne. Znajdziemy je właściwie wszędzie, gdzie Zajdel opisuje ustój panujący na Ksi. Tutejsze, niewielkie społeczeństwo cechuje silne zhierarchizowanie. Każdy mieszkaniec osiedla ma przydzielony, zapisany na czole numer – im niższy, tym wyższa jest jego pozycja społeczna. Ścisłe kierownictwo, odizolowane od obywateli i obojętne na ich potrzeby, zwie się Jednocyfrowymi ("Jedynka" to bezwzględny przywódca, "Trójka" – ideologiczny teoretyk itd.). Kasta rządzących lansuje hasło budowania "wspólnego dobra" przez ciągłe wyrzeczenia i ciężką pracę, ale sama go nie realizuje – prominenci żyją w luksusach, w licznym towarzystwie odhibernowanych kobiet z Konwoju. Żywność podlega reglamentacji (to, że ktoś ma talon na mięso, wcale nie oznacza, że je dostanie); dostęp do innych dóbr jest dla szaraczków również mocno ograniczony. Sytuacja ta zmusza kolonistów do kombinowania, a także ucieczki od codziennych trosk w alkohol. Na straży porządku stoją uprzywilejowani strażnicy, często przymykający oko na nielegalny handel bimbrem.

Dziedziczna władza opiera się na łgarstwach, pustych obietnicach oraz propagandzie, u podstawy której leży nienawiść do konkretnie wskazanego wroga. W tym przypadku nieprzyjacielem i uosobieniem wszelkiego zła obwołano… Ziemię. Dopóki istnieje wróg i strach przed jego agresją/ interwencją, dużo łatwiej manipuluje się społeczeństwem i trzyma się je w ryzach. Nowe pokolenie, wychowane już bez "ziemskich obciążeń", sądzi, że życie na starej planecie to pasmo udręk, a tamtejsi władcy bezwzględnie ciemiężą biedny lud. Informacji podawanych odgórnie nikt nie może w żaden sposób zweryfikować. Co charakterystyczne, władza Ksi uwielbia monumentalne pomniki (głowa Genialnej Jedynki), jak również święta ku własnej czci. Na tym nie koniec. Otóż ów ustrój – nota bene wprowadzony przy użyciu przemocy – rebelianci chcieliby wyeksportować na inne planety. Dyktatura na Ksi, choć nieudolna, zacofana i prymitywna tylko postronnemu obserwatorowi mogłaby wydawać się śmieszna, bo dla osób żyjących pod jej jarzmem wcale taka nie jest.

Cała prawda zawiera przenikliwą analizę zniewolonego, chorego społeczeństwa, które mimo wszystko trwa niczym wegetująca roślinka na jałowej glebie. Jak odkłamać tę rzeczywistość? Jak wyprostować ludzi urobionych przez system? Czy możliwa jest "resocjalizacja" całego społeczeństwa i ile musiałaby ona potrwać, aby przynieść pożądany rezultat? Oto niektóre z pytań postawionych przez Zajdla. Współczesny czytelnik ma ten komfort, że zna odpowiedzi na większość z nich. Warto przyjrzeć się różnym postawom ludzi wobec wynaturzonego ustroju. Refleksje budzi niejednoznaczna postać drugiego pilota Alfy, pełniącego na Ksi funkcję dowódcy Służb Porządkowych – czy to samousprawiedliwiający się oportunista, czy też człowiek z misją rozbicia układu władzy od wewnątrz? Nie mniej interesującą, choć nie związaną bezpośrednio z Ksi, personą jest Sloth. Właściwie doświadczony astronauta mógłby z powodzeniem stać się bohaterem kilku powieści lub przynajmniej cyklu opowiadań, tak jak pilot Pirx.

Cała prawda o planecie Ksi potwierdza, że Zajdel był wizjonerem i twórcą wybitnym. To wartościowa, mądra, a przy tym klarowna w swoim przekazie lektura.

PS. Na Drugie spojrzenie składa się konspekt oraz trzy rozdziały i trzeba powiedzieć, że książka zapowiadała się bardzo obiecująco. W 2011 roku spadkobierczynie pisarza wraz z wydawnictwem superNOWA ogłosiły konkurs na dokończenie powieści. Wzięło w nim udział dwudziestu sześciu autorów, a zwycięzcą został Marcin Kowalczyk.

___________________________________________________________

AUTOR: Janusz A. Zajdel

TYTUŁ: Cała prawda o planecie Ksi/Drugie spojrzenie na planetę Ksi

WYDAWNICTWO: SuperNOWA

MOJA OCENA: 5/6

czwartek, 28 lutego 2013
Totalna kontrola i cyrk na kółkach

Gdyby nie choroba i przedwczesna śmierć, Janusz Andrzej Zajdel zapewne spłodziłby jeszcze niejedną wartościową powieść, a za kilka miesięcy obchodziłby 75-te urodziny. To, czyje nazwisko nosiłaby wtedy najważniejsza nagroda polskiej literatury fantastycznej pozostaje kwestią niepotrzebnego gdybania. Miesięcznik „Nowa Fantastyka” ogłosił rok 2013 właśnie Rokiem Zajdla, co stanowi znakomity przyczynek do tego, aby poznać (lub przypomnieć sobie) twórczość wybitnego prozaika.

Powieść „Limes Inferior” (łac. dolna granica) napisana w latach 1979-1980 to antyutopia, w której aż kipi od politycznych podtekstów. Obnażanie i krytyka rozmaitych nonsensów PRL-u, rządów komunistów oraz stosunków pomiędzy Związkiem Radzieckim a Polską i innymi państwami bloku wschodniego sięgają bardzo daleko – aż dziw bierze, że coś takiego ujrzało światło dzienne w czasie trwania stanu wojennego (1982)! Jak na dłoni widać kunszt Zajdla, bo tylko pisarz dużego formatu potrafi zręcznie wykorzystać science fiction w charakterze płaszcza, pod którym można trafnie przeanalizować rzeczywistość, dosadnie i przewrotnie ją skomentować. Mając na uwadze konkretny kontekst historyczno-społeczny, postrzegam napisanie i wydanie „Limes Inferior” jako akt odwagi. Tragikomiczne funkcjonowanie socjalistycznego systemu autor ukazał tu w całej rozciągłości, a i modelowi zachodniego społeczeństwa, opartemu na beztroskim konsumpcjonizmie, obrywa się przynajmniej kilka razy. Co za tym wszystkim idzie, zbytnie skupianie się na fantastycznym aspekcie niniejszej książki oznaczałoby wprost niebywałe spłycenie jej przekazu.

Władza Argolandu na każdym kroku stosuje grę pozorów; to, że kieruje społeczeństwem jako całością, a do życia jednostek się nie wtrąca jest jednym z grubszych (chociaż wcale nie najgrubszym) z kłamstw. Do kontroli obywateli służą Klucze, łączące w sobie funkcje dowodu osobistego, karty kredytowej, zegarka i – co wielce istotne – certyfikatu, świadczącego o klasie IQ danego człowieka. Cóż oznacza to ostatnie? Ano, na pozór szczęśliwych mieszkańców miasta-molocha podzielono według możliwości intelektualnych na siedem grup, od zera do szóstki. O przynależności klasowej obywatela decydują wyniki państwowych testów. Czy jest w tym sprawiedliwość? A skądże! W mieście kręci się masa oszustów, a wśród nich lifterzy, którzy potrafią wywindować kogoś w tej dziwnej klasyfikacji. Nie za darmo, oczywiście. Skoro już o pieniądzach mowa… W obrocie są trzy waluty: najmniej wartościowe punkty „czerwone”, dalej „zielone” (wiadomo, o co chodzi) oraz prawdziwy obiekt pożądania – „żółte”, w żargonie nazywane „kanarkami”. Te ostatnie otrzymują jedynie ludzie oficjalnie zatrudnieni, czyli, w obliczu zaawansowanego zautomatyzowania wszelkich prac, stosunkowo nieduży odsetek populacji. I teraz największy ambaras: wymiana jednego rodzaju waluty na inny. Ale od czego są color-changerzy – cwaniaczki (cinkciarze?) z głową na karku! Kto nie kombinuje, ten ma niewiele…

Lista specyficznych „zawodów” nie kończy się na lifterach i color-changerach. Na ulicach swoje interesy prowadzą keymakerzy, w szpitalach Klucze zmarłym pacjentom opróżniają hieny, a żywych okradają wampiry. Żeby było ciekawiej, istnieją jeszcze downerzy – osobnicy zajmujący się obniżaniem klientom klas inteligencji. Po co ktoś miałby zrezygnować z przynależności do wyższej grupy społecznej? Nie, to wcale nie jest pozbawione sensu; zrozumiecie, jeśli dobrze poznacie Argoland. Wierchuszka przymyka oczy na drobne kanty, lecz – uwaga! – z otwartym sprzeciwem będzie już bezwzględnie walczyć. Dlatego też policja nie zgarnia z ulic kombinatorów (bo ci są w system niejako wpisani), tylko osoby z opozycyjną bibułą. Telefony mają założony podsłuch, a historię zafałszowano. Lwia część ludzi wiecznie coś udaje, nawet naukowcy, zamiast zajmować się czymś konstruktywnym, rytualnie wykonują szereg jałowych czynności. Rządzący ewidentnie dobierają współpracowników na zasadzie „mierny, ale wierny” i wyłączają siebie z narzuconych masom praw i zasad. Wypisz, wymaluj Polska Ludowa (niestety, wcześniejsze zdanie wciąż pozostaje aktualne).

W ramach zapewnienia równych szans (mrzonka) doszło nawet do tego, że wyższe wykształcenie stało się obowiązkowe. Kontrolę jednostek za pomocą Klucza (łatwo kogoś namierzyć, prześledzić wpłaty/ wypłaty itd.) wspomaga mieszanka telewizyjnych i gazetowych bzdur oraz piwo z dodatkiem środków ogłupiających. Co znamienne, obywatel bezwzględnie musi być konsumentem, co również prowadzi do zatraty cech indywidualnych. Ha! Ludzie zajęci omijaniem rzucanych im pod nogi kłód, zmęczeni życiowymi problemami i odmóżdżeni nie będą się buntować i dociekać prawdy. Argoland to po prostu doskonale kontrolowany bałagan, ze złudzeniem zarówno wolności, jak i porządku; istne perpetuum mobile absurdu, cyrk na kółkach. A cóż oznaczają słowa „dolna granica”, czemu służy społeczny teatrzyk i jaką rolę w książce odgrywają kosmici – tego musicie dowiedzieć się sami.

„Limes Inferior” nosi w sobie cechy najlepszych dzieł Dicka, a także genialnego „1984” Orwella. To lektura ambitna i wyśmienita alternatywa dla wiodącej prym na rynku, popowej fantastyki. Dlatego warto ją znać. Gorąco polecam!

PS. Niniejszy wpis jest notką o książce, nie zaś recenzją. Jeszcze coś o „Limes…”: moim zdaniem hasło „fantastyka socjologiczna” (sformułowanie o jak najbardziej pozytywnym wydźwięku) nie w pełni oddaje istotę rzeczy…

____________________________

AUTOR: Janusz A. Zajdel

TYTUŁ: Limes Inferior

WYDAWNICTWO: SuperNOWA

MOJA OCENA: 5,5/6

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  



Spis moli